|
Blog > Komentarze do wpisu
Dzień dziesiąty - Pistoja i Lucca
Oj, już dziesiąty... nieuchronnie zbliżamy się do końca wyprawy... Tego dnia pojechały z nami moja siostra Mila i jej koleżanka Marta. Dlatego też kilka ze zdjęć jest autorstwa Marty, mam nadzieję, że nam to wybaczy i nie oskarzy o naruszenie praw autorskich. W razie czego, Marto, daj znać, to je szybko usuniemy :-) Były takie ładne, że ciężko było mi sie oprzeć i pozostawić je samotne na dysku... Niektórych widoczków nie jestem pewna, w którym miasteczku były zrobione, ale jadąc w te okolice odwiedźcie oba. Naprawdę warto. Grzechu w Kościółku na postumencie sobie siedział i nogami dyndał :-)
Rodzinka w komplecie:
Tutaj skusiliśmy się na pizzę. Pierwszy i ostatni raz taką z siedzeniem przy stole. We Włoszech za obsługę i warunki odpowiednie dolicza sie dodatkowo 1 do 1,5 Euro od osoby, więc zawsze na tym oszczędaliśmy i braliśmy pizzoche na wynos. Zwykle była pyszna, ale akurat tym razem im nie wyszła, a raczej nie przyłożyli sie zbytnio. Wyglądała jak najprostsza mrożona pizza z esselungi (tutejszy supermarket), z delikatnymi dodatkami na wierzchu odciagającymi uwagę od jakości spodu :-)
I jeszcze tatuś z synkiem zajadają wspólnego cukierka, mama też im później pomogła:
a tu parę widoczków: poniedziałek, 12 czerwca 2006, kajka271
|
|