|
Blog > Komentarze do wpisu
Dzień jedenasty - Rawenna
Wybraliśmy się dziś na drugą stroną cypla, przez góry, do Rawenny. Na mapie, w kilometrach wyglądało niedaleko, ale okazało się, że jedzie sie ciągle serpentynami, i pomimo małej odległości jechało sie strasznie długo... i nieprzyjemnie, w głowie się kręciło i niedobrze sie robiło. Na szczęście Grzes spał, więc przenajmniej on nie narzekał. Gdy już prawie byliśmy w Rawennie, zobaczyliśmy strzałki pokazujące drogę do Rimini (wszystkie wycieczki typu "opalanie i leniuchowanie" z Polski jezdżą tam), a że było cieplutko i morze nas kusiło... skoczylismy na plażę. Droga na plażę:
i na plaży: Dziecko na plazy było baaardzo szczęśliwe. Wsuwał rączki w piasek i piszczał ze szczęścia. Jak mu pokazaliśmy, że można wchodzić do wody, to już wogóle był zachwycony (zdjęć z wody nie ma, bo nie miał ich kto robić).
Potem Grześ zabrał się za zbieranie muszelek dla rybek do akwarium. Bardzo odpowiedzialne zajęcie :-) Skupiony był chyba z pół godziny, a my w tym czasie się poopalaliśmy.
Potem pojechaliśmy do Rawenny. Po drodze był przecudowny kosciół. Takich pieknych mozajek jeszcze w życiu nie widziałam, ale na zdjęciu nie wyszły (mamy pocztówki:-)) To zdjęcie z wieza tego kosciółka:
W Rawennie też było dużo mozajek... mały aniołek i ładne widoczki:
Ni i Synek na "placu zabaw" inaczej zwanym "stojak na rowery". środa, 21 czerwca 2006, kajka271
|
|
pozdrawiam